niedziela, 23 sierpnia 2015

profil pracodawców

Jakich miałam, jak wybierać, na co się nie zgadzać, a na co nie.

Au pair byłam 6 razy, ale pracodawców miałam czterech, bo cztery różne rodziny. Jak? Bo czasem się tak zdarza, że rok później dzwonią i proszą, żeby jeszcze raz przyjechać. Ale wracając do pracodawców.

Pierwsza rodzina - początki
Pracowałam dla nich we Francji i na Korsyce, chociaż oni wcale tam nie mieszkali. Przyjechali na 2 miesięczne wakacje. W sumie z jednej strony dobrze, bo dzieci mówiły płynnie po angielsku więc problem mojego ledwo zipiącego francuskiego nie był tak straszny. Z nimi nauczyłam się angielskiego.
Oj jakież było moje zdziwienie, kiedy po moim powrocie do Polski podczas zimowego niedzielnego obiadu zadzwonił do mnie pan X z pytaniem czy przyjadę znowu.
Mieli trojkę dzieci: najmłodszy Alex, miał 3 miesiące gdy go poznałam. Do tego dwie dziewczynki: Alix 2 lata (której imienia nigdy nie potrafiłam wymówić z niewiadomych mi przyczyn - zawsze wychodziło mi Alex) i Ilona 3 lata. Dobrze, że nie wszystkie 3 zaczynały się na A :) Zawsze miałam problem z zapamiętywaniem imion. Ale chyba nie jestem w tym osamotniona? Mam taką nadzieje.
Przez całe dwa miesiące podróżowaliśmy, co chwila zmiana miejsca zamieszkania bo to przecież rodzina na wakacjach. Z tego wniosek: nie zawsze miałam sama pokój, druga rzecz: nie miałam dostępu do internetu. Ha ha ha, ale do czego byłby mi Internet skoro za pierwszym razem nawet nie miałam laptopa, a żadnych smartphonów raczej wtedy nie było. Masakra.
Ogólnie jeżeli chodzi o rodzinę to była ostra harówa 24h na dobę przez 6 dni w tygodniu. A dlaczego? Bo ja byłam wtedy durna jak but i nie umiałam ustalić warunków zanim tam pojechałam.

Co oznacza brak internetu i czegoś co korzysta z internetów (czyt. smartfon, laptop, tablet):
a) zero kontaktu ze światem, rodzina, chłopakiem/dziewczyną, znajomymi - dosłownie nie masz się do kogo odezwać i opowiedzieć jak durny albo jak cudowny dzień minął albo jak cie wkurzyli pracodawcy
b) nuda - masz babysitting, musisz siedzieć w domu, telewizorni nie rozumiesz, książek w domu nie rozumiesz (nie polecam brania książek - nadbagaż), wiec są youtuby, netflixy, kwejki, 9gagi, fora, pudelki czy inne badziewia gdzie można zabić nudę
c) zmniejszone możliwości poznania innych ludzi - bądźmy szczerzy, sama w obcym kraju, nie stanę na środku ulicy i nie zacznę wrzeszczeć "kto ze mną pójdzie na piwo wieczorem"?! Żeby spotykać się z "miejscowymi", au pairka używa najczęściej internetu, a dokładniej wszelkiego rodzaju grup pt "au pair <<tu wpisz miasto w którym jesteś>> na facebooku lubi innych portali społecznościowych
d) jest tego o wiele więcej, ale te powody wydały mi się najważniejsze, sami dopiszcie co chcecie - brak tumblra, instagrama, facebooka, snapchata, nie moge stalkowac byłego, zrobią mi się zaległości serialach itp.

Co oznacza pokój z dziećmi:
a) chcąc nie chcąc będziecie wstawać do dzieciaków jak się w nocy obudzą, bo i was obudzą, a rodzice często nie kwapią się podejść do pokoju, a czym krócej wrzeszczą dzieci tym lepiej dla au pairki, bo dłużej pośpi
b) łazienka - bardzo często zdarzają się pokoje z łazienką. Zażyło mi się mieszkać w takim pokoju z łazienką, gdzie nie było drzwi pomiędzy łazienką a pokojem moim i dzieci. Nie widzę problemu w tym, że dzieciak zobaczy mnie nago, bo i tak jeszcze taki maluch nic nie czai. Problem pojawia się gdy należy się do osób  preferujących prysznice z wieczora, bo wtedy za cholerę nie mogę zapalić światła myjąc się, bo dzieciaki się obudzą. A mycie się w kompletnej ciemnicy, po cichu żeby dzieci nie obudzić, może być trochę wkurzające. Ale podejrzewam, że osoby biorące prysznic z rana też mogą mieć problem. Prysznic gdy dzieciaki co chwila wpadają do pokoju, bo się bawią równa się wiecznie otwarte drzwi.
c) Okna - to jest problem i to poważny. Lubie spać z otwartym oknem, szczególnie jak są upały. Z dzieciakami okno musiało być zamknięte mimo upałów, nawet nie mogłam go rozszczelnić. Tak sobie zażyczyli rodzice i nic nie zrobicie. No i weźcie pod uwagę, że jedna osoba mniej nachucha w pokoju niż 3-4 osoby. Do tego te cholerne drewniane okiennice miałam warzenie, że inne jeszcze bardziej zatrzymują świeże powietrze przed wejściem do pokoju.
d) rzeczy osobiste - dobrze schowaj, bo inaczej dzieci się do nich dostaną i nic się nie uchowa, potem będzie można zbierać swoje rzeczy poupychane w różnych miejscach w domu
e) nie odpoczniecie w pokoju podczas swojego dnia wolnego, dzieci będą tam na Was czekały

Rodzina numéro deux - inaczej mówiąc "Jak na wakacjach u dalekiej ciotki"
U nich byłam tylko raz, ale miałam propozycje ponownego przyjazdu, nie pojechałam, bo termin mi nie pasował. Rodzina z francuskich alp. Małe miasteczko, ale brak przemieszczania się z domu do domu (rodzina nie była na wakacjach) jak w poprzedniej rodzinie, miałam do dyspozycji samochód, rower i super transport publiczny. Własny pokój, internet i laptop. Duuuużo wolnego. Ale mniejsze zarobki.
3 dzieci: 3 lata Gautier, 6 lat Inés, 9 lat Charlotte. Rodzice przemili, ale mówili tu już tylko i wyłącznie po francusku, wiec w końcu mogłam zacząć szkolić francuski.

Co oznaczają nie-wakacje dla host rodziny:
a) straszę dzieci w szkole - trzeba wstać, wyprawić je do szkoły, odbierać w czasie lunchu, nakarmić w domu i odprawić z powrotem do szkoły, następnie odebrać je około 16 ze szkoły (przynajmniej tak to funkcjonuje we Francji) - ale to oznacza więcej wolnego w trakcie dnia
b) małe dzieci nie maja szkoły, więc zostają z Tobą cały dzień i trzeba się z nimi bawić (normalnie dzieci bawią się razem, a au pairka sprawdza czy nie zabijają się i czy nie podpalają domu), ale małe dzieci śpią w dzień czyli wciąż wolne w trakcie dnia (akurat godzinka na odcinek kdramy)
c) gdy jest szkoła rozkład dnia dzieci jest bardzo rozplanowany co oznacza, że są grzeczniejsze, no i mniej trzeba się z nimi bawić, bo jak wracają ze szkoły ta jest praca domowa do zrobienie, a poza tym cały dzień czekały żeby pobawić się dana zabawka

Rodzina number three!
W końcu coś nie we Francji. Rodzina z Irlandii. Najbardziej komfortowe warunki. Własny pokój z łazienką, tak usytuowaną, że jak mam wolne to nawet nie spotkam dzieci ani pracodawców. Wolna sobota i niedziela. Bardzo unormowane godziny pracy, podane od do. 3 dzieci: 3 chłopców - rok, 3 lata i 6 lat - Aaron, Nathan i Alex. Do tego Irlandia, mrowisko au pairek. W najmniejszej wiosce znajdziecie ich parę, a że weekend wolny to wszystkie razem imprezują. Jedyny minus, mieszkałam na strasznym zadupiu, transport publiczny tam nie istniał, samochodu nie dostałam, więc oprócz pobliskiego pubu nie mogłam nic zwiedzić, no chyba że strzeliłam sobie taksówkę za fortunę lub wyprosiłam host rodziców o podwiezienie.

Dernier famille!
Czyli moje dwa ostatnie au pair. Ta sama rodzina. Po francusku, ale nie we Francji - Belgia/Holandia. Co prawda w Holandii po francusku nie mówią, ale host rodzina była z belgijskiej francusko-języcznej części i miała domek letniskowy w Holandii, wiec około miesiąca zawsze tam spędzaliśmy. Tryb znowu bardziej wakacyjny, czyli rodzina na wakacjach, a ty z nimi się włóczysz się po wakacyjnych miejscach - dużo przeprowadzek i brak unormowanych godzin pracy. Słowo klucz - flexible working hours.
2 dzieci do tego: 3 lata Theodor i 2 miesięczna Margaux. Oczywiście na przyszły rok dzieciaki były odpowiednio starsze.

Podsumowując, na co się nie zgadzać:
- pokój z dziećmi
- brak internetu
- dużo przeprowadzek
- z host rodziną podczas wakacji
- wiochę na końcu świata
- no i bez przesady ze sprzątaniem, nie można się godzić na rzeczy typu pucowanie okien, sprzątanie łazienek host rodziców itp.

Co jak najbardziej tak:
- własny pokój najchętniej z osobną łazienką
- rodzice nie na wakacjach
- dzieci najchętniej w szkole
- wolne weekendy
- samochód do dyspozycji
- internet

Mam nadzieje, że pomoże ^^

wtorek, 18 sierpnia 2015

Pierwszy wyjazd

No tak, 4 dni od dnia znalezienia rodziny znalazłam się we Francji. Trochę na wariackich papierach.
Zawsze się dziwiłam że rodzice puścili mnie. Miałam świeżo co skończone 18 lat, a należałam do dzieci które trzymaj się rodziców. Byłam na jednej koloni w życiu, 50 km od domu, którą skończyłam płaczem że chce wracać do domu. Co za dziecko ze mnie było, nigdzie bez rodziców. Boże chroń od takich jak ja co się przyczepiają jak rzep do rodzica.
Zawsze im mówię, że ja swojego dziecka w życiu bym nie pościła na 2 miesiące do ludzi z którymi odbyła 5 minutową rozmowę telefoniczną w której połowy nie zrozumiała. 
Oni mi mówią, że nie wierzyli że znajdę host rodzinę, potem nie wierzyli że pojadę (pewnie myśleli że zwieje z samolotu czy coś, przyznam, miałam takie myśli), a jak pojechałam to dalej nie wierzyli w to co się dzieje. Więc chyba są rozgrzeszeni. 
Jeżeli mam być szczera to też nie wiedziałam co się dzieje. Pamiętam tą radość jak znalazłam host rodzinę, ale na lotnisku płakałam i miałam myśli żeby się wycofać.

"Po co ja to robię, nie znam tych ludzi, nawet nie wiem jak wygladają, jak ja dam rade, ja chce zostać domu. Wymyśliłam jakieś niewiadomo co. W cholerę z Panem E.M i tak jestem za młoda dla niego"

Ale wsiadłam w samolot, mój pierwszy lot samolotem! Super było. Ten widok, wszystko nowe, stewardesy jak na filmach, dają jedzenie (najważniejsza część) !!!! Ta dzikie dziecko co po raz pierwszy świat zobaczyło...

"Słysze francuzów na około. Siedzę i dookoła są Francuzi, Hahahahaha"

Wysiadam na lotnisku, jakie wielkie.

 "I takie ruchome schody tylko płaskie są. Łoł. Ale skąd mam wziąć swój bagaż, a ja się zgubil jak na filmach. I ten cholerny bagaż podręczny, czemu jest taki ciężki, wymyśli jakieś durne limit na ciężar bagażu i muszę się cholera bujać z dwoma walizami.
Tam idzie ta pani z którą leciałam. Pójdę za nią. 

Ciekawe czy będą mieli kartkę z napisem Weronika. A jak nie będą mieli. Jak ja ich poznam, nie widziałam ich, przesłali mi zdjęcia tylko dzieci, może z dziećmi przyjadą, ale jest 21.15. Dzieci pewnie śpią o tej porze. O jacyś ludzie do mnie machają. To oni!"

Moi pierwsi pracodawcy. 

Na początku próbowali gadać ze mną po francusku, ale oczywiście nic nie rozumiałam (szok). Dlatego bardzo szybko przeszliśmy na angielski, w którym co prawda mistrzem nie byłam, ale jakoś dawałam rade. Powiedzieli, że zostaniemy w Paryżu 2 dni, a potem pojedziemy na chrzest do jakiegoś zamku, a potem nad morze gdzie będziemy do samego końca. Spoko, dam rade.
Przez te dwa dni będę chodzić z dziećmi na spacerki po Paryżu i wtedy zobaczę pana Emmanuela!
Jaka ja durna byłam. Puchatek miał trochę puchu w uchu, ja miałam chyba ten puch zamiast mózgu.

Zawieźli mnie do mieszkania. Wszedzie bloki, żadnych parków, żadnej zieleni. Ba, nawet sklepików osiedlowych brak. Do windy i do mieszkania. A w mieszkaniu w cholere ludzi. 

"Fuck! Ja się jeszcze do moich pracodawców nie przyzwyczaiłam a tu mi się na szyje rzuca 8 ludzi. Ja nie chce, pomocy, nie przywykłam nie chce, czemu ludzie tu się tak witają, nie wystarczy głupie dzień dobry, nie tykać. A nie jakiś stary śmierdzący fajkami i winem Francuz będzie mi na szyje wskakiwał

No ale i tak wszyscy mnie wyściskali mimo mojej twarzy please-don't, jakoś poszło.

"Wow, wow, stop, wow, co się tu dzieje, co to jest. Darcy!!!! Wow. Na serio to ten aktor co grał Darcieg. Colin Firth czy jak on tam miał. Wow. Jaki on jest przystojny, wow, tez mnie wyciskał (oj ty to mnie możesz ściskać).
Co się tu dzieje. Mówią, że się nazywa X. Czyli to nie Darcy? Ale przecież jest identyczny. Nie, fakt, tamten aktor jest dużo starszy, a ten jest młody. Cholera sobowtóry jednak na prawdę istnieją. Ciekawe czy ja mam sobowtóra"

"Widzę dzieciaki! Wstydzą się mnie! Nawet nie chcą do mnie podejść. 
Dam rade, wszystkie dzieci mnie lubią, mam doświadczenie z dziećmi. Mam małego brata, ma teraz 5 lat. Jutro to rozpracuje. O już Alix się do mnie uśmiecha, pójdzie dobrze. Mały Alex to dzidziuś więc nie ma wyboru i tak się nim będę zajmować. A z Iloną też jakoś pójdzie"

"Jak ja chce spać, padam ze zmęczenia, tyle godzin w podróży. A oni dopiero rozkręcają imprezę, dobra jakoś muszę się po ciuchu wymknąć."

sobota, 1 sierpnia 2015

Poszukiwania rodziny

Jak szukać host rodziny? Jak już pewnie zauważyliście, ja swoją pierwsza rodzinę znalazłam przez agencje. Nie znaczy to wcale, że jest to jedyny i najlepszy sposób. 

Więc jakie mamy możliwości?

Primo.
Ogłoszenia o prace w gazetach i na stronach internetowych, które zajmują się zamieszczaniem takich ofert.
Osobiście nigdy nie znalazłam sobie rodziny na au pair w taki sposób. Praca jako niania, tak. Ale au pair - nigdy. Ale wiem, że tak się da. Poznałam kiedyś au pairke, która znalazła w ten sposób swoją rodzinę, z którą została 8 miesięcy. Wydaje mi się, że to sposób najtrudniejszy i najbardziej czasochłonny, ale ma też swoje plusy. Ta au pairka była Polką, ogłoszenie znalazła w polskiej gazecie. Jak z tego wynika, rodzina była w połowie polska, więc z dziećmi mogła porozumiewać się po polsku. Dla tych, którzy z językiem maja problem, może to być plus. 

Secundo.
Agencje zajmujące się organizowanie wyjazdów au pair.
Jak już wiecie, w taki sposób pojechałam za pierwszym razem. Czy to dobry sposób? Teoretycznie jest “bezpieczniejszy”, bo niby agencja sprawdza wszystko, jest umowa i w ogóle. Niestety prawda jest taka, że to wcale o niczym nie świadczy. Przecież rodzina, która mnie wybierała, też chciała sprawdzoną au pairke. W jaki sposób ja byłam sprawdzona? Rozmowa telefoniczna. Krótka, 5 minut. Nic się po tym nie da stwierdzić. Agencja dalej nie wiedziała, czy może nie jestem ukrywającym się porywaczem dzieci, albo jakąś wariatką. Nie da się tego sprawdzić gadając chwilę przez telefon. Host rodzina na pewno była sprawdzana tak samo ja ja. 5 minutowy telefon, który też nie wyklucza, czy rodzina to nie są tak naprawdę jacyś porywacze albo wyzyskujący pracownika okrutnicy. Niby jest umowa, ale ona też mało mówi. Bo warunki tak naprawdę ustaliłam dopiero jak spotkałam się z rodziną we Francji, włącznie z wynagrodzeniem. Więc umowa dotyczy tylko i wyłącznie tego, że wyjeżdżam do nich i tyle. W sumie żadne zabezpieczenie. Pamiętam wtedy, że miała jakaś konsultantka przychodzić i sprawdzać jak mi tam jest. Śmiechu warte, nic takiego nie miało miejsca. Więc tak naprawdę to bezpieczeństwo jest złudne. No a agencji trzeba zapłacić. Tak więc mimo, że pojechałam tak za pierwszym razem to nie polecam.

Tertio. 
Strona internetowa.
Mój najczęstszy sposób organizowania wyjazdów i osobiście uważam, że jest najlepszy. Tak, jest ryzyko, przecież to jacyś ludzie z internetu. Ale tak naprawdę to ryzyko jest zawsze. Nie muszę tu płacić osobom trzecim, a mam największy wybór i największe możliwości wyboru rodziny.
Istnieje wiele stron poświęconych poszukiwaniom czy to host rodziny czy to au pair. Ja zawsze używam aupairworld.com. Jeżeli chodzi o inne strony, byłam tam, miałam konto, ale szczerze mówiąc były dziwne w obsłudze, często wymagały wykupienia jakiegoś pakietu i było na nich mało ofert lub jakaś dziwna komunikacja z rodzinkami. Dlatego uważam, że aupairworld.com jest najlepsze i najwięcej się tam dzieje. Jest to darmowa strona, chociaż jak ktoś się uprze to może wykupić sobie Premium Membership, które tak naprawdę do niczego się nie przydaje (pozwala uwidocznić dane osobowe i znosi ograniczenia na ilość wysłanych ofert. Tak szczerze wątpię, że będziecie chcieli odpowiadać na 300 ofert dziennie). Ja nigdy nie wykupiłam tego premium, nie jest potrzebne. Wszystkie moje rodziny oprócz pierwszej były znalezione na tej stronie.

Strona jest prosta, logujemy się jako au pair. Uzupełniamy swój profil, piszemy pare słów o sobie. Bardzo ważne - dodajemy zdjęcia! Najlepiej parę i nie fejsbukowe, instagramowe ani nic w tym rodzaju. To ma być zdjęcie, które zobaczy host mama i stwierdzi, że wyglądasz na miłą osobę, którą polubi dziecko przy czym nie będzie potencjalnego ryzyka, że ojciec polubi au pairke troche za bardzo. Czyli żadne słit focie i dwuznaczne pozy. Miłe uśmiechnięte zdjęcie, najchętniej z dzieciorkiem, nie roznegliżowane.
Potem przeglądamy oferty rodzin i aplikujemy jak się coś spodoba. Wszystko. Proste. 

czwartek, 30 lipca 2015

Początek

Dzień dobry, 
Nazywają mnie Sierotka Środka Marysia.
Jestem uzależniona od bycia Au pair. 

Moja przygoda bycia "aupairką" zaczęła się 6 lat temu. Tak, 6 lat, to 1/4 mojego życia. Ale 7 roku już nie będzie, koniec, the end. Postanowiłam zerwać z nałogiem.

Parę dni temu przetrząsając swoja pocztę odkryłam skarb. Stare maile. To natchnęło mnie żeby się tym podzielić więc oto i jestem! Chociaż może nie powinnam. Nigdy nie byłam dobra w pisaniu, w ogóle powinnam się od takich rzeczy trzymać z daleka. Współczuje wszystkim co próbują przebrnąć przez ten brak ładu i składu.
 
Ale może od początku. Co to jest Au pair? Proste, jadę za granicę, mieszkam z obcymi ludźmi, zajmuje się ich domem i dzieciakami (z naciskiem na dzieci) i oni mi za to płacą. Ja ponadto zaliczam się do tych nietypowych Au Pair, letnich tzn. wyjeżdżam na 2 - 4 miesiace w okresie wakacyjnym, czyli szczerze, najgorsze co może być. Czemu? Bo dzieci nie mają szkoły, a to wiąże się z większą ilością roboty.

Ale jak zaczęła się moja przygoda z AuPair? Otóż będąc w liceum miałam świra na punkcie Francji. Ogromnego świra. Obwiniam za to muzykę francuską, a dokładniej musicale, w szczególności Le Roi Soleil. No dobra przyznaję się, dokładnie chodziło pana Emmanuela Moire.
Pewnie każdy ma taki etap w swoim zyciu. Jest młody i durny jak but. Wyobrażałam sobie, że stanę na chodniku, we Francji, zobaczę pana Emmanuela, padniemy sobie w ramiona i będziemy razem śpiewać aż do końca życia. Ale chyba każdy przez to przechodził, taki wiek. 
Większość ludzi przez to przechodzi? 
Niektórzy ludzie?
Tylko ja????!!!!No i trafiła kosa na kamień. Zakochałam się we Francji, a mój afekt był tak silny, że ten kraj śnił mi się po nocach (czyt. Pan E.M. śnił mi się po nocach). Trzeba był zadziałać, wyjechać, zobaczyć. Tylko trzeba było znaleźć odpowiedni sposób...

Po pierwsze wymiana ze szkoły – wynik: nie wyszło
Po drugie wycieczka z biura podróży – brak środków – wynik: nie wyszło
Po trzecie wycieczka organizowana samodzielnie, po kosztach
- nocleg: tanie foyer
- bilety: znaleziony taniutki samolot
- żarcie: w słoiki i do walizki
- wynika: stać mnie
ale sama nie chciałam jechać, bo trochę głupio by mi było szlajać się po mieście samotnie. Pojadę więc z koleżankami, chcą też zwiedzić Paryż. Już wszystko z rodzicami załatwione możemy jechać!!! Yaaaaaaaay!!!
Wtedy grom z jasnego nieba. Mama jednej koleżanki zmieniła zdanie. Obejrzała dokument w telewizji, w którym opisywali porwania samotnych, młodych, polskich turystek, które następnie sprzedawano do domów publicznych. Dlatego nie pojechałyśmy. Z powodu, wtedy tak mi się wydawało, głupiego dokumentu.
Cholera jaka ja byłam zła.

„Taaa, bo tam stoją i czekają tylko aż wyjdziemy z lotniska z napisem na czole „młode Polki, czekamy na porwanie”. W cholerę z tym, przecież nie będziemy się szlajać po podejrzanych uliczkach, a już widzę jak porywacze latają za nami po wierzy Elfia lub po Luwrze żeby nas porwać.”

 
Tak, byłam bardzo narwana. Nie rozumiałam czemu nasi rodzice się nie zgodzili na wyjazd. Teraz, kiedy już jestem starsza, trochę rozumiem.
 
Podsumowując, żaden z moich genialnych planów nie wyszedł. Ale nie takie imprezy się kładło. Pan Emmanuel na mnie czeka więc muszę pojechać. Coś wymyślę
Wtedy dowiedziałam się o czymś takim jak au pair. Takie dziwne coś. Wcześniej nigdy o tym nie słyszałam, gdzie by ktoś na Au Pair jechał, ja z wiochy jestem, ludzie nawet nie wiedzieli co to znaczy, zresztą tak jak ja.
Au pair był genialnym pomysłem, bo będę we Francji i to długo (więc będe mogła stać długo na chodniku aż zobaczy mnie pan E.M). Do tego nic nie wydam, a nawet zarobie. Plan idealny.
No to zalogowałam się na stronie au pair, opisałam się łamaną francuszczyzna (Człowiek słabo zna francuski po roku nauki w szkole. Bardzo dobrze umiałam za to cytaty z musicalu, ale ich wpisać się chyba nie dało, a może jednak się dało???). Odpowiedziałam na oferty i czekam na odpowiedź.
A odpowiedzi same negatywne... 
Brak znajomości języka, brak doświadczenia i wiek robiły swoje (wtedy miałam 17 lat).
Znalazłam więc agencję, która wyszukuje rodziny, tylko trzeba im zapłacić. Nic, nawet dodatkowe koszty nie mogły mnie powstrzymać przed wymażonym wyjazdem do Francji.
Ale i tam też nic. Lipa. Jedna wielka, ogromna zielona lipa...

Kiedy straciłam już nadzieję, dostałam telefon z agencji, że jest rodzina, że zadzwonią do mnie.

„Jest!!!!! Jade do pana E.M. Fuuuuck. Ja nie gadać prawie po francusku,yyyyyyy, co robić, co robić. Ej dam rade. Dam, prawda? Fighting !!!!”

Dzwonią, gadają coś, ja nic nie czaje:

– „yyyyyy, english ???”
– „oui


Koniec rozmowy, powiedzieli że się odezwą.

Ale mijały dni, tygodnie, nie odezwali się, to pewnie z powodu mojego francuskiego, albo tego że byłam taka młoda. Dyskryminacja! A co to że się dzieckiem niby zająć nie umiem?!
 
Koniec czerwca, a ja miałam jechać na au pair w wakcje. I to nie wypaliło. Pogodziłam się z tym, że nie pojadę.

Początek lipca: odezwały się dwie rodziny!!!!!
Jedna z wiochy w środkowej Fracji ze strony internetowej i rodzina z agencji, która będzie podróżować po Francji i będzie przez parę dni w Paryżu.
Wybieram podróżników, daaaa, w końcu będzimy w Paryżu!!! A co jest w Paryżu? Pan E.M! Zaraz odpisałam, potem powtórka telefonu i znowu najwazniejsze pytanie: „English?”
Z tym, że zwracam uwage, to był telefon, nie żadne skajpy, bez żadnych bajerów typu wizja, ze starą dobrą kartą telegrosik.

Cztery dni później wysiadałam na lotnisku Charles de Gaulle'a we Francji.