Jakich miałam, jak wybierać, na co się nie zgadzać, a na co nie.
Au pair byłam 6 razy, ale pracodawców miałam czterech, bo cztery różne rodziny. Jak? Bo czasem się tak zdarza, że rok później dzwonią i proszą, żeby jeszcze raz przyjechać. Ale wracając do pracodawców.
Pierwsza rodzina - początki
Pracowałam dla nich we Francji i na Korsyce, chociaż oni wcale tam nie mieszkali. Przyjechali na 2 miesięczne wakacje. W sumie z jednej strony dobrze, bo dzieci mówiły płynnie po angielsku więc problem mojego ledwo zipiącego francuskiego nie był tak straszny. Z nimi nauczyłam się angielskiego.
Mieli trojkę dzieci: najmłodszy Alex, miał 3 miesiące gdy go poznałam. Do tego dwie dziewczynki: Alix 2 lata (której imienia nigdy nie potrafiłam wymówić z niewiadomych mi przyczyn - zawsze wychodziło mi Alex) i Ilona 3 lata. Dobrze, że nie wszystkie 3 zaczynały się na A :) Zawsze miałam problem z zapamiętywaniem imion. Ale chyba nie jestem w tym osamotniona? Mam taką nadzieje.
Przez całe dwa miesiące podróżowaliśmy, co chwila zmiana miejsca zamieszkania bo to przecież rodzina na wakacjach. Z tego wniosek: nie zawsze miałam sama pokój, druga rzecz: nie miałam dostępu do internetu. Ha ha ha, ale do czego byłby mi Internet skoro za pierwszym razem nawet nie miałam laptopa, a żadnych smartphonów raczej wtedy nie było. Masakra.
Ogólnie jeżeli chodzi o rodzinę to była ostra harówa 24h na dobę przez 6 dni w tygodniu. A dlaczego? Bo ja byłam wtedy durna jak but i nie umiałam ustalić warunków zanim tam pojechałam.
Co oznacza brak internetu i czegoś co korzysta z internetów (czyt. smartfon, laptop, tablet):
a) zero kontaktu ze światem, rodzina, chłopakiem/dziewczyną, znajomymi - dosłownie nie masz się do kogo odezwać i opowiedzieć jak durny albo jak cudowny dzień minął albo jak cie wkurzyli pracodawcy
b) nuda - masz babysitting, musisz siedzieć w domu, telewizorni nie rozumiesz, książek w domu nie rozumiesz (nie polecam brania książek - nadbagaż), wiec są youtuby, netflixy, kwejki, 9gagi, fora, pudelki czy inne badziewia gdzie można zabić nudę
c) zmniejszone możliwości poznania innych ludzi - bądźmy szczerzy, sama w obcym kraju, nie stanę na środku ulicy i nie zacznę wrzeszczeć "kto ze mną pójdzie na piwo wieczorem"?! Żeby spotykać się z "miejscowymi", au pairka używa najczęściej internetu, a dokładniej wszelkiego rodzaju grup pt "au pair <<tu wpisz miasto w którym jesteś>> na facebooku lubi innych portali społecznościowych
d) jest tego o wiele więcej, ale te powody wydały mi się najważniejsze, sami dopiszcie co chcecie - brak tumblra, instagrama, facebooka, snapchata, nie moge stalkowac byłego, zrobią mi się zaległości serialach itp.
Co oznacza pokój z dziećmi:
a) chcąc nie chcąc będziecie wstawać do dzieciaków jak się w nocy obudzą, bo i was obudzą, a rodzice często nie kwapią się podejść do pokoju, a czym krócej wrzeszczą dzieci tym lepiej dla au pairki, bo dłużej pośpi
b) łazienka - bardzo często zdarzają się pokoje z łazienką. Zażyło mi się mieszkać w takim pokoju z łazienką, gdzie nie było drzwi pomiędzy łazienką a pokojem moim i dzieci. Nie widzę problemu w tym, że dzieciak zobaczy mnie nago, bo i tak jeszcze taki maluch nic nie czai. Problem pojawia się gdy należy się do osób preferujących prysznice z wieczora, bo wtedy za cholerę nie mogę zapalić światła myjąc się, bo dzieciaki się obudzą. A mycie się w kompletnej ciemnicy, po cichu żeby dzieci nie obudzić, może być trochę wkurzające. Ale podejrzewam, że osoby biorące prysznic z rana też mogą mieć problem. Prysznic gdy dzieciaki co chwila wpadają do pokoju, bo się bawią równa się wiecznie otwarte drzwi.
c) Okna - to jest problem i to poważny. Lubie spać z otwartym oknem, szczególnie jak są upały. Z dzieciakami okno musiało być zamknięte mimo upałów, nawet nie mogłam go rozszczelnić. Tak sobie zażyczyli rodzice i nic nie zrobicie. No i weźcie pod uwagę, że jedna osoba mniej nachucha w pokoju niż 3-4 osoby. Do tego te cholerne drewniane okiennice miałam warzenie, że inne jeszcze bardziej zatrzymują świeże powietrze przed wejściem do pokoju.
d) rzeczy osobiste - dobrze schowaj, bo inaczej dzieci się do nich dostaną i nic się nie uchowa, potem będzie można zbierać swoje rzeczy poupychane w różnych miejscach w domu
e) nie odpoczniecie w pokoju podczas swojego dnia wolnego, dzieci będą tam na Was czekały
Rodzina numéro deux - inaczej mówiąc "Jak na wakacjach u dalekiej ciotki"
U nich byłam tylko raz, ale miałam propozycje ponownego przyjazdu, nie pojechałam, bo termin mi nie pasował. Rodzina z francuskich alp. Małe miasteczko, ale brak przemieszczania się z domu do domu (rodzina nie była na wakacjach) jak w poprzedniej rodzinie, miałam do dyspozycji samochód, rower i super transport publiczny. Własny pokój, internet i laptop. Duuuużo wolnego. Ale mniejsze zarobki.
3 dzieci: 3 lata Gautier, 6 lat Inés, 9 lat Charlotte. Rodzice przemili, ale mówili tu już tylko i wyłącznie po francusku, wiec w końcu mogłam zacząć szkolić francuski.
Co oznaczają nie-wakacje dla host rodziny:
a) straszę dzieci w szkole - trzeba wstać, wyprawić je do szkoły, odbierać w czasie lunchu, nakarmić w domu i odprawić z powrotem do szkoły, następnie odebrać je około 16 ze szkoły (przynajmniej tak to funkcjonuje we Francji) - ale to oznacza więcej wolnego w trakcie dnia
b) małe dzieci nie maja szkoły, więc zostają z Tobą cały dzień i trzeba się z nimi bawić (normalnie dzieci bawią się razem, a au pairka sprawdza czy nie zabijają się i czy nie podpalają domu), ale małe dzieci śpią w dzień czyli wciąż wolne w trakcie dnia (akurat godzinka na odcinek kdramy)
c) gdy jest szkoła rozkład dnia dzieci jest bardzo rozplanowany co oznacza, że są grzeczniejsze, no i mniej trzeba się z nimi bawić, bo jak wracają ze szkoły ta jest praca domowa do zrobienie, a poza tym cały dzień czekały żeby pobawić się dana zabawka
Rodzina number three!
W końcu coś nie we Francji. Rodzina z Irlandii. Najbardziej komfortowe warunki. Własny pokój z łazienką, tak usytuowaną, że jak mam wolne to nawet nie spotkam dzieci ani pracodawców. Wolna sobota i niedziela. Bardzo unormowane godziny pracy, podane od do. 3 dzieci: 3 chłopców - rok, 3 lata i 6 lat - Aaron, Nathan i Alex. Do tego Irlandia, mrowisko au pairek. W najmniejszej wiosce znajdziecie ich parę, a że weekend wolny to wszystkie razem imprezują. Jedyny minus, mieszkałam na strasznym zadupiu, transport publiczny tam nie istniał, samochodu nie dostałam, więc oprócz pobliskiego pubu nie mogłam nic zwiedzić, no chyba że strzeliłam sobie taksówkę za fortunę lub wyprosiłam host rodziców o podwiezienie.
Dernier famille!
Czyli moje dwa ostatnie au pair. Ta sama rodzina. Po francusku, ale nie we Francji - Belgia/Holandia. Co prawda w Holandii po francusku nie mówią, ale host rodzina była z belgijskiej francusko-języcznej części i miała domek letniskowy w Holandii, wiec około miesiąca zawsze tam spędzaliśmy. Tryb znowu bardziej wakacyjny, czyli rodzina na wakacjach, a ty z nimi się włóczysz się po wakacyjnych miejscach - dużo przeprowadzek i brak unormowanych godzin pracy. Słowo klucz - flexible working hours.
2 dzieci do tego: 3 lata Theodor i 2 miesięczna Margaux. Oczywiście na przyszły rok dzieciaki były odpowiednio starsze.
Podsumowując, na co się nie zgadzać:
- pokój z dziećmi
- brak internetu
- dużo przeprowadzek
- z host rodziną podczas wakacji
- wiochę na końcu świata
- no i bez przesady ze sprzątaniem, nie można się godzić na rzeczy typu pucowanie okien, sprzątanie łazienek host rodziców itp.
Co jak najbardziej tak:
- własny pokój najchętniej z osobną łazienką
- rodzice nie na wakacjach
- dzieci najchętniej w szkole
- wolne weekendy
- samochód do dyspozycji
- internet
Mam nadzieje, że pomoże ^^
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz